Gospoda u Zdzicha -






Gospoda u Zdzicha

2



Typ lokalu:
Kategorie:
  • Gospodarstwo agroturystyczne
Adres: ul. Rynek Główny 24
31-008 Kraków
Telefon:
(12) 430 26 43
Strona WWW:
Godziny otwarcia - dni powszednie:
Godziny otwarcia -weekend:
Cena za danie:
20-40
Rodzaj kuchni:
  • Góralska
  • Wielkopolska

Menu

Dodatkowe zalety:
Opis:


Dodano: 27.4.2011  Odsłon: 17
Opinie o Gospoda u Zdzicha (Ilość opini1)
1
Wstyd i chanba krakowskiego Rynku!
ocena:
gryglewska napisał
w 21. 6. 2011
W ub. tygodniu bylam z grupa niemieckich turystow w knajpie "Gospoda u Zdzicha" w podworcu kaminicy przy Rynek 24 w Krakowie. Nie chce tutaj nadmieniac ze jest to rynek i prestizowa lokalizacja. Wielokrotnie bylam tam jakies 3 lata temu i bylam bardzo zadowlona z jedzenia i sympatycznej obslugi, ale to co obecnie jest tam i sie dzieje wola o pomste do nieba!!! Swietne pierogi z borowkami, malinami oraz miesem zastapila rozgotowana breja, a po goralskich smakach nie pozostalo ani sladu. Zastapila je gotowa chemia z proszku i gotowe polprodukty, Wstyd mi bylo przed moimi goscmi z Niemiec, ktorzy chcieli cos zjesc w przystepnej cenie.

Po pierwsze: wejscie zanieczyszczone, zakurzone, w poblizu smietnika i zaplecza innej restauracji, sciany, schody wejsciowe zanieczyszczone ptasimi odchodami pelno transporterow po butelkach i wyblaklych dekoracji przypominajacych o minionej swietnosci tego lokalu.

Po drugie: wnetrze to dokladnie jedna dluga sala ze sklepieniem, ktorego kolor kiedys byl bialy a obocnie zdobia je zolte barwy farby i splowialych malunkow. Dwa rzedy drewnianych stolikow i law wypelniaja je po obu stronach, w glebi sali znajduje sie drewniana buda upstrzona starymi gratami ktora okazuje sie wejsciem do nedznej toalety, bar z oryginalnym piecem chlebowym, ktory przed laty dawal swietny nastroj domowego kominka oraz zawalony stolik, roznymi gratami, przy ktorym juz nie mozna siedziec. Miejsce to okupuje "leciwy" kierownik sali, ktory glosno komentuje prace kelnerow oraz gosci wchodzacych do tego miejsca. Nad stolami zawieszone drewniane drabiny z wyschnieta cebula w warkoczach oraz zakurzone, wypchane zwierzeta, ktore maja odstraszac potencjalnych gosci. W sali panuje niemilosierny zaduch, swat spalenizny oraz braku wentylacji. Kiedy bylismy w polowie czerwca byla piekna sloneczna pogoda, prawie 30st na polu, a w tym miejscu conajmniej 40st. Nie mam pojecia dlaczego nie wlaczono klimatyzacji lub wentylacji. Jedno okno i otwarte drzwi wejsciowe nie poprawily tego stanu, jedynie dalo sie odczuc smrod moczu i wilgoci dolatujacy z podworca. Co nie wplywalo zachecajaco na dalsza konsumpcje.
Z zamowionych dan, jedynie pierogi z malinami oraz kurczak w sosie oregano przetrwaly probe czasu. Polowa pozycji z menu nie bylo, lub wlasnie sie skonczyla, zamowione zupy slone i bardzo rozwodnione z duza iloscia ostrej papryki, zurek ewidetnie stary, placki po zbojnicku, nie przypominaly tych domowych, byly suche cienkie o metalowym smaku. Kolejnym zgrzytem byly naczynia na ktorych otrzymalismy posilki, na co zwrocili mi uwage przyjaciele z Niemiec, stare, wyszczerbione talerze i miski, do tego sztucce powyginane i zdekompletowane.... jak to mozliwe ze mozna komus podawac w ten sposob??? Samo jedzenie - porcje male z uniwersalnym zestawem surowek, jakie w latach komunizmu byly nieodzownym elementem kazdej pracowniczej jadlodajni. Kuchnia do lekkich nie nalezy, mieso, frytki, ziemniaki zapiekane, wszystko mocno wysmazone, opanierowane i ociekajace tluszczem - stad ta specyficzna won, tego miejsca, ktora po opuszczeniu tego przybytku nedzy dlugo utrzymywala sie na ubraniach. Niestety konsekwencja wszechogarniajacego goraca, byly cieple piwo i napoje jakie zamowilismy, piwo nie nadaje sie do picia w takich warunkach, tak samo inne napoje. Jedzenie przygotowywane w takich warunkach daje wiele do zyczenia... Deserow brak w karcie, moze i dobrze. Milym zaskoczeniem jest dobry wybor polskich wodek i likierow oraz innych alkoholi, ktore sa w bardzo niskich cenach, jak na inne lokale w centrum. Co latwo mozna zauwazyc, po staruszkach i studenckiej mlodziezy masowo okupujacych stoliki.

Konczac, pomimo moich uwago do obslugi i kierownika sali, ktory tam byl zostalam zbyta i zignorowana, czy ten czlowiek ktory tyle pracuje w gastronomi nie potrafi zadbac o siebie i miejsce za ktore odpowiada? Zaskakuje ze w srodku srodku pieknego miejsca jakim jest krakowski rynek moze funkcjonowac takie miejsce? Zastanawia jak dopuszczono, ze takie miejsce funkcjonuje i karmi turystow i przyjezdnych, to wstyd i chanba dla Krakowa, ktory tak dba o nastroj, atmosfere i promocje miasta!


Joanna Gryglewska, krakowianka
2  

1

RSS Feeds